Marzenia to nie obłoczek sunący po idealnie błękitnym niebie. Marzenia to buldożer, który może i wybuduje nową drogę, ale przy okazji zniszczy wszystko, co stanie mu na przeszkodzie. Może lepiej jest więc po prostu przestać marzyć?
Przepis na spełnienie marzeń miał być prosty. Tak przynajmniej w połowie lat 90. zapewniała nas Majka Jeżowska. Wystarczyło przecież tylko stale myśleć o nich i myśleć, ściskać kciuku co sił, oczy zamknąć też. Po 22 latach testowania tej metody powiem Wam jedno - nie działa. W dodatku może się okazać, że jej efekt jest całkiem odwrotny od zamierzonego.
Jeżeli więc tak jak ja zastanawiasz się dlaczego twoje marzenia wciąż się nie urzeczywistniły to myślę, że ten tekst może cię zainteresować - mnie by zainteresował, gdyby nie fakt, że sama go napisałam.
Oczywiście nie przywołuję tutaj "La la landu" tylko dlatego, że Cannal + zaczął go puszczać częściej niż Polsat reklamy. Przywołuję go, ponieważ doskonale obrazuje on, jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za ciągłe bujanie w obłokach. A że nakręcili go ludzie, którzy na co dzień mają do czynienia z tzw. ""american dream" to można uznać, że wiedzą o czym mówią.
Zawsze utożsamiałam słowo marzyciel z czymś dobrym, miłym i przyjemnym. Teraz to się jednak zmieniło. Bo kim tak naprawdę jest marzyciel? Marzyciel to człowiek nieobecny. Udający, że żyje. Zbyt mocne? Być może. Nie da się jednak żyć w dwóch światach naraz - tym realnym i tym z wyobraźni. Dlatego nawet, gdy taka osoba słucha, to nie słyszy. Gdy coś robi, to nie przeżywa tego. Gdy mówi to słowa z jej ust wyskakują niczym ryby w zbyt płytkiej wodzie, zamiast płynąc z nurtem jej myśli. A to wszystko prędzej czy później zniszczy życie, które do tej pory udało się zbudować.
Jest jeszcze jeden dodatkowy atut takiego rozwiązania. Gdy już spiszemy, to możemy wyrzucić to ze swoich myśli. Wówczas wracamy do świata, z którego marzenia próbowały nas tak brutalnie okraść.
Przepis na spełnienie marzeń miał być prosty. Tak przynajmniej w połowie lat 90. zapewniała nas Majka Jeżowska. Wystarczyło przecież tylko stale myśleć o nich i myśleć, ściskać kciuku co sił, oczy zamknąć też. Po 22 latach testowania tej metody powiem Wam jedno - nie działa. W dodatku może się okazać, że jej efekt jest całkiem odwrotny od zamierzonego.
Jeżeli więc tak jak ja zastanawiasz się dlaczego twoje marzenia wciąż się nie urzeczywistniły to myślę, że ten tekst może cię zainteresować - mnie by zainteresował, gdyby nie fakt, że sama go napisałam.
Amerykanie już to wiedzą
Skoro naród będący prawdziwą kolebką marzycieli wypuszcza spod swoich skrzydeł taki film jak "La la land" - to wiedz, że coś jest na rzeczy. I niech nie zmyli cię polski podtytuł "Kochajmy marzycieli", który w oryginale ma nieco odmienny wydźwięk. Ten film jest bowiem niczym kubeł wody wylany na rozgrzane od marzeń głowy. W dodatku wody tak lodowatej, że odechciewa się fantazjowania o Ryanie Goslingu (taaa, jasne).
Oczywiście nie przywołuję tutaj "La la landu" tylko dlatego, że Cannal + zaczął go puszczać częściej niż Polsat reklamy. Przywołuję go, ponieważ doskonale obrazuje on, jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za ciągłe bujanie w obłokach. A że nakręcili go ludzie, którzy na co dzień mają do czynienia z tzw. ""american dream" to można uznać, że wiedzą o czym mówią.
Marzyciel = głupiec?
Osoba, która przetłumaczyła podtytuł Here's to the fools who dream , jako Kochajmy marzycieli, najwidoczniej nie doczekała końca filmu. I choć głównym bohaterom ostatecznie udało się spełnić marzenia, to mimo wszystko pozostał pewien smak goryczy. Czują go jednak nie oni sami, a przyglądający się z boku widzowie. Czy tak wygląda spełnienie marzeń? Czy zawsze wymaga ono od nas poświęceń? I czy możliwe jest, że nawet nie zauważamy, kiedy w zamian za pragnienia oddajemy własne życie? Całkiem prawdopodobne. Jest jednak pewna, niezwykle prosta metoda, która pomoże zrealizować pragnienia, bez przypadkowych ofiar (brzmię jak coach) i zaraz ci o niej opowiem (a teraz jak marketingowiec).Przestań marzyć
Idiotyczna rada lub genialna w swej prostocie - zależy, z której strony się na nią spojrzy.Zawsze utożsamiałam słowo marzyciel z czymś dobrym, miłym i przyjemnym. Teraz to się jednak zmieniło. Bo kim tak naprawdę jest marzyciel? Marzyciel to człowiek nieobecny. Udający, że żyje. Zbyt mocne? Być może. Nie da się jednak żyć w dwóch światach naraz - tym realnym i tym z wyobraźni. Dlatego nawet, gdy taka osoba słucha, to nie słyszy. Gdy coś robi, to nie przeżywa tego. Gdy mówi to słowa z jej ust wyskakują niczym ryby w zbyt płytkiej wodzie, zamiast płynąc z nurtem jej myśli. A to wszystko prędzej czy później zniszczy życie, które do tej pory udało się zbudować.
Skoro nie marzenia, to co?
Za chwilę jednak podniesie się głos sprzeciwu: ale jak to tak żyć bez marzeń? Przerażająca perspektywa - nawet dla mnie. Nie chcę ci ich odbierać nie dając nic w zamian. Więc proponuję aby zastąpić marzenia celami. Wydaje ci się, że nie ma różnicy? Jest ogromna. O marzeniach bowiem lubimy myśleć, ale rzadko po nie sięgamy. Dzieje się tak ponieważ stawiamy je na piedestale i wmawiamy sobie, że ich zdobycie jest niemal nierealne. W przeciwieństwie do celów, które możemy realizować krok po kroku.Jak zacząć realizować cele?
Aby sięgnąć po to, co do tej pory funkcjonowało wyłącznie w sferze marzeń, należy przygotować odpowiedni plan. Spisać każdy cel, a następnie zastanowić się, jakie warunki należy spełnić by go osiągnąć.Jest jeszcze jeden dodatkowy atut takiego rozwiązania. Gdy już spiszemy, to możemy wyrzucić to ze swoich myśli. Wówczas wracamy do świata, z którego marzenia próbowały nas tak brutalnie okraść.

Komentarze
Prześlij komentarz